Dorota Górczyńska-Bacik
© Dorota Górczyńska-Bacik
Fotografie: © Piotr Bacik
redakcja, projekt okładki, opracowanie graficzne:
© Wiesław Fałkowski | ArtNotes

Dorota Górczyńska-Bacik urodziła się w 1980 roku w Olkuszu.
Poetka, aktorka, malarka, scenarzystka i autorka tekstów piosenek.
Przez ponad 20 lat mieszkała w Wielkiej Brytanii, gdzie
była założycielką i reżyserem Teatru Katharsis.
Jako malarka i członek Berkhamsted Art Society w Wielkiej
Brytanii, przez lata prezentowała swoje obrazy na licznych
wystawach. Jej obrazy stanowią ilustrację wielu okładek
książek i płyt, laureatka konkursów poetyckich i recytatorskich.
Należy do Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie,
jest uczestniczką projektu poetycko-muzycznego Remi&Falko.
Występowała na deskach Teatru Syrena działającego przy
POSK w Londynie. Interpretatorka poezji.
Wyróżniona nagrodą w Konkursie na POLONIJNEGO
ARTYSTĘ ROKU pt. „Kreatorzy uczuć i wyobraźni” 2021/2022,
2022/2023, 2023/2024 w ramach III i IV i V Międzynarodowego
Dnia Edukacji Polonijnej organizowanego przez Polish Academy
of Social Sciences and Humanities i Ypsilon kwartalnik literacko-
artystyczny.
Odznaczona Medalem oGródka PoEzji Londyn im. Barbary
Jurkowskiej-Nawrockiej.
Jej wiersze ukazały się drukiem w autorskich tomikach,
które również zilustrowała:
* Moje manowce, 2017
* 114 Decybeli Ciszy, Londyn 2018
* Grafika Myśli, ArtNotes – Londyn 2020
* Beyond the Line of Beauty, Londyn 2022
* Nie-dopasowana, wyd. I, Londyn 2023
oraz w licznych antologiach krajowych i zagranicznych.
Publikuje w czasopismach polskojęzycznych wydawanych
na Wyspach Brytyjskich, w Kanadzie w magazynie PANORAMA
Kwartalniku Polonii Montrealskiej, także w Internecie.
Od 2024 mieszka w Polsce.
O książce Nie-dopasowana
Niniejszy zbiór zawiera wiersze skrojone na miarę,
z puentą, sednem i kropką nad „i”. Pozbawione szczególnych
ozdobników, ogołocone na miarę konesera słów,
tworzą rozbudowane przestrzenie naznaczeń. Wpasowane
w wiersze słowa toczą swój indywidualizm niespiesznie,
ale pewnie. Podmiotka liryczna, choć niekiedy
wyraża swoje wątpliwości, swego rodzaju niepewność
chwili, jest jednak zdecydowaną kodyfikatorką ulotności,
rezygnując z niepotrzebnego krygowania, ujawnia swój
koncept. Walorem dobranych słów jest możliwość rozczytywania
się w poszczególnych wersach, sprawdzanie
swojej percepcji z poziomu zbieracza sensów. Tekstura
słowa, rytm wersu, technika badania tworzą swoistość
świata lirycznego. Żeńskość tego świata, na co wskazują
czasowniki, to raczej wszechstronna wrażliwość na
bodźce, empatyczna potrzeba rozróżniania chwil, nadawania
im istności. Rodzajowość nie jest zaborcza, nie
„upiera się” w kwestiach odczytywania świata, raczej
precyzyjnie „rozlicza” swoją obecność w kontekstach
i czasie.
Powabne raz-czytywanie chwil budowane jest
w strukturze codzienności, sprowadzonej do przyzwyczajeń,
lęków, niepamięci i naturalności. Nieustanne dialogowanie
ze sobą podmiotu wytrąca słowa
z oczywistej „genetyki”. ,,Zmartwychwstań mnie świecie”
to nie-dopasowane zaproszenie na życie, mimo że
,,z uprzejmości i przyzwoitości tłamszę jeszcze powietrze”,
,,nie ma mnie nawet we mnie”. Stan oczywistego,
uporczywego smutku wpisanego w niemal każdy wiersz
tego tomiku nie odpycha natarczywością, wprowadza
raczej umotywowaną dez-iluzję. Zdezintegrowana rzeczywistość
wpływa na percepcję podmiotu, który sprawdza
„czas wygasania planet”, przemieszcza się w czasach
przeszłym i zapo-wiedzianym, odbierając im atrybuty
współbrzmienia – ,,od dziś zapominaniem skrapla
się we mnie życie”.
Argumentacja – ,,nic bardziej niepewnego ponad ludzką
obecność” – może stanowić wspomnienie o kimś, ale
także wytrącić czytelnika z pozycji współodczuwającego,
rozumnego towarzysza. Brak zaufania wpisany jest jednak
w paradygmat podmiotu – ,,zamykam dziś świat
przed sobą niech nie nasiąka mną niech namaka wiosną”
a „zaciszanie się” to chwilowa rezygnacja
z podejmowania codziennej walki – ,,może świat choć ten
jeden raz przejdzie obojętnie nie zmuszając do patrzenia
w oczy”. Są jednak chwile, kiedy zaufanie stać się może
tymczasowym ukojeniem – ,,proszę zaopiekuj się dziś
moim smutkiem choć ten jeden raz niech nie on obudzi
mnie nocą”. Albo takie, kiedy „Czasem potrzeba samotności
by tak zwyczajnie usiąść przy kawie wygarnąć sobie
zdrowo”.
Codzienność i jej podkreślanie przestrzeniami ruchomej
materii nieożywionej to naturalne środowisko podmiotu
lirycznego. Codzienność nie jest jednak zwyczajna, chociaż
powtarzalna. Nadaje przedmiotom moc sprawczą,
rozrastającą się niewspółmiernie do zwyczajowego charakteru.
,,Jutra nie włączę pilotem”, ,,zapomniałam nastawić
budzik na zmartwychwstanie” czy „kruszonka na cieście
przesiąknięta wspomnieniem słońca na werandzie”
to tylko przykłady obfitości metafor, z których wiele urasta
do figury antropomorficznej. Rozrysowywanie ich na
mapach pamięci to stała procedura kondensowania
przez nie-dopasowaną. Można to potraktować jako swoiste
przyglądanie się przestrzeni, aby wykluczyć swój
w niej udział z jednoczesnym wyrażeniem chęci znalezienia
się gdzie indziej, jak w tym wspomnieniu: ,,z matematyki
uwielbiam jedynie wspomnienie topoli która zaglądała
w okno tuż za szkolnym boiskiem”.
Podmiot permanentnie ucieka przed dosłownością
smutku, nieszczęścia czy mroku, ocalając zarówno te
stany, jak również dając im „szansę” na rehabilitację.
Drobiny nadziei, którą chce mieć w sobie podmiot, mimo
wszystko, ocalają go przed intensywnym bezruchem
i bólem – ,,zaprzeczeniem wyznaczam nowe jutro”.
Podnosi się stale, zbiera siebie kawałek po kawałku,
z niedowierzaniem, że cokolwiek ocalało, ale robi to nieustannie.
„Nie-dopasowana” to zbiór nastawionych na ulotność
słów. To system ogołoconych z interpunkcji znaczeń. To
przejmująco dojrzała interpretacja świata Doroty
Górczyńskiej-Bacik.
Magdalena Olszewska

